Kilka lekcji o zaufaniu, demokracji i władzy

Krzysztof Izdebski

Krzysztof Izdebski

24 marca 2020

Przeczytasz w 10 minut

Czas epidemii to dobry moment, by zastanowić się nad rolą zaufania w życiu publicznym. Jeśli mamy wyjść z tej sytuacji silniejsi/silniejsze, to wyłącznie jeśli uznamy, że wzajemne zaufanie występujące w różnych konstelacjach stanowi fundament współczesnych demokracji. Zaufanie lub jego brak będzie również przesądzać, w którą stronę rozwinie się technologia – narzędzia totalnej inwigilacji czy solidarności i wzajemnej pomocy. 

Zaufanie i solidarność

W rzadko przywoływanym fragmencie preambuły do Konstytucji wezwano, aby wszyscy stosujący jej przepisy “czynili to, dbając o zachowanie przyrodzonej godności człowieka, jego prawa do wolności i obowiązku solidarności z innymi”. Jak doskonale wiemy, ustawa zasadnicza nie cieszyła się nigdy, a szczególnie ostatnio, wyjątkowym szacunkiem wśród polityków, ale – może naiwnie – wciąż przyjmuję, że jest to nasz wspólny, demokratyczny kod kulturowy i wartości w niej wyrażone są po prostu standardem, na którym chcemy budować wspólnotę.

Wspólnotę bardzo łatwo rozsadzić, gdy nie ma ona możliwości fizycznego spotkania i debaty na żywo – nawet jeśli jest to debata w oczekiwaniu na odbiór listu poleconego czy w kolejce po papier toaletowy. Ale dużo groźniejsze są dla poczucia zaufania i wspólnoty ekspresowe i toczone w ukryciu procesy legislacyjne, gładkie polityczne deklaracje, zamiast dostępu do wiarygodnych danych, czy budowanie technologii głównie po to, by kontrolować społeczeństwo.  

Autorzy Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela już w 1789 r. zauważyli, że “nieznajomość, zapomnienie lub pogarda dla praw człowieka to jedyne przyczyny publicznych nieszczęść i zepsucia rządów”. Autentycznie bolą mnie, w tym kontekście, zachwyty niektórych polskich publicystów nad tym, jak Chiny poradziły sobie z epidemią. Mówimy bowiem o kraju, który początkowo ukrywał dane o wirusie, dopuszczając tym samym do rozprzestrzenienia się epidemii. Co jeszcze bardziej interesujące, Chiny udowodniły, że nie istnieje sztuczna dychotomia między zdrowiem a prawem do prywatności. Totalna kontrola, bez zaufania do własnych obywateli, kończy się katastrofą. Dlatego też z pewną nieufnością patrzę na pytanie, które zadał niedawno Wojciech Wiewiórowski: czy jesteśmy gotowi poświęcić nasze prawa podstawowe, by czuć się lepiej i być bardziej bezpieczni? Owo poświęcenie praw podstawowych spowoduje, że możemy się czuć tylko gorzej. I to nie tylko w relacjach państwo–obywatel, ale również jako wspólnota wszystkich obywateli i obywatelek.

Odpowiedzią wydaje się być budowanie wzajemnego zaufania. Jednak musimy się tego na nowo nauczyć. 

Lekcja 1. Dzielenie się informacjami

Ivan Krastev, którego cenię za wiele rzeczy, ale akurat nie bardzo za jego poglądy na temat jawności życia publicznego, powiedział, że “przejrzystość nie polega na tym, by przywracać zaufanie do instytucji. Przejrzystość to polityka zarządzania brakiem zaufania”. Tu jednak uczynię dla niego wyjątek i zgodzę się z tym, że jawność i dostępność danych jest na tyle ważnym dobrem, że może być cynicznie wykorzystywana w realnej polityce. Nie bez powodów polski minister zdrowia zbudował swój dobry wizerunek wokół sprawnej komunikacji z obywatelami i obywatelkami. Kiedy władza dzieli się informacjami, to z jednej strony czujemy się “wciągnięci” do wspólnoty, a z drugiej czujemy się uspokojeni “panowaniem” nad sytuacją. Choć brakuje mi komunikacji skierowanej do poszczególnych grup. Minister edukacji narodowej chyba ani razu nie zwrócił się z apelem do uczniów, którzy – podobnie jak ich rodzice i nauczyciele – nie wiedzą, jaki ministerstwo ma pomysł na realizację powszechnej i równej edukacji. Również słusznie ci sami obywatele oburzają się na decyzje niektórych wojewodów, by nie udostępniać danych o epidemii na poziomie powiatów. 

Możemy też sprowadzić to do przykładu paniki zakupowej, która oczyściła półki z papieru toaletowego. Doszło do niej również dlatego, że sytuacja wydawała się, i do tej pory wydaje, po prostu nieprzewidywalna i skoro inni zaczynają wykupywać, to z uwagi na tę “zbiorową mądrość” i jednostka musi się ustawić w kolejce. To takie “zakupywanie” niepewności i braku faktów na horyzoncie. 

Być może rządowi udałoby się nawet przekonać (choć w tych okolicznościach wydaje się to mało możliwe), że termin wyborów prezydenckich nie musi być przesunięty, jeśli tylko udostępniłby wiarygodne informacje, jak to sobie wyobraża w praktyce. A jako że tego nie zrobił, dzieje się rzecz najgorsza z możliwych – spada nasze zaufanie do instytucji. To nie tylko problem Polski. Zaufanie do klasy politycznej w Stanach Zjednoczonych musiało spaść po tym, jak część polityków, którzy ignorowali problem koronawirusa, jednocześnie wyprzedawała akcje na giełdach. Zachowywanie informacji tylko dla siebie powoduje wzrost nierówności i dalszy spadek zaufania do klasy politycznej. 

Lekcja 2. Kontrola społeczna

Państwo nie pozostaje obywatelom dłużne. Wydaje mi się, że to zresztą podstawowy problem współczesnych demokracji. Władze nie mają zaufania do swoich obywateli i lubią to często i ostentacyjnie podkreślać. Stąd tyle przykładów wykorzystywania technologii do kontroli, a tak mało do wspierania wspólnoty. Pamiętacie serwis konsultacje.gov.pl, który miał służyć do debaty o proponowanych przepisach? Dawno już przykrył go kurz. Ale z powodzeniem rozwijają się technologie służące do wykrywania nieprawidłowości w rozliczeniach ze skarbówką, a obecnie te, które mają sprawdzać, czy przestrzegana jest kwarantanna. 

I nie, nie jestem naiwny twierdząc, że wystarczy obywatelom zaufać, że nie oszukują fiskusa czy innych służb, i będziemy żyli długo i uczciwie. Ale wprowadzając takie rozwiązania, a nawet już na etapie tworzenia ich koncepcji, władze muszą robić to w sposób odpowiedzialny, przejrzysty i gwarantujący ochronę praw człowieka. Jednym z pożądanych narzędzi jest przygotowywana przez Fundację wspólnie z innymi organizacjami formuła Ocena Skutków Automatyzacji. Inni – często słusznie – domagają się otwarcia kodu takich narzędzi. Ministerstwo Cyfryzacji, które jest autorem narzędzia do kontroli przebywania w kwarantannie, dość szybko zorientowało się, że musi szeroko informować, jak działa ta aplikacja, również w kontekście ochrony prawa do prywatności,  i udało mu się uniknąć większych kontrowersji. W kontekście zaufania niezwykle ważne jest, że aplikacja jest dobrowolna, a nie instalowana – jak w wielu innych krajach – pod przymusem. 

Z drugiej strony, czy więcej informacji o tym, jak ma wyglądać kwarantanna, nie spowodowałoby, że te kilkadziesiąt czy nawet kilkaset osób dziennie by jej nie opuszczało, aby nie stanowić zagrożenia dla innych? Wielu takich przypadków moglibyśmy uniknąć, gdybyśmy wiedzieli, jak będzie wyglądało nasze życie w zamknięciu, że ktoś nam zrobi zakupy, że ktoś będzie mógł przypilnować naszego biznesu i wesprzeć osoby, którymi poddani kwarantannie nie możemy się opiekować. 

Pozytywne, oparte na zaufaniu rozwiązania są bardziej pociągające dla ludzi, bo znajdujemy w nich coś, czego na co dzień nie zauważamy: ludzką solidarność. Na uruchomionym przez Fundację serwisie Techkontrawirus.pl (który łączy ludzi znających potrzeby różnych grup społecznych, osoby, które mają pomysły na konkretne rozwiązania, i tych, którzy potrafią je “zakodować”) największym powodzeniem cieszą się propozycje stawiające na wsparcie i współpracę. Jednym z najgorzej ocenionych pomysłów jest stworzenie alertu, jeśli w sąsiedztwie przebywają osoby na kwarantannie. Celem narzędzia nie ma być niesienie im pomocy, ale zabezpieczenie się przed nimi. Zdaniem użytkowników naszej platformy to nie ten kierunek, w którym jako wspólnota powinniśmy zmierzać.

Lekcja 3. Granice zaufania

Obecna sytuacja wymusza wiele niekonwencjonalnych – często nieznajdujących podstaw w przepisach – zachowań i działań. Niektóre sądy zaczynają akceptować pisma przesłane zwykłym mailem, kontrahenci rozumieją, że należy komuś rozłożyć zobowiązanie na raty, obywatele nie burzą się, gdy urzędy działają głównie zdalnie. Ba, nawet nie oburza mnie wprowadzenie – niezgodnie z przepisami – ograniczeń dla publiczności chcącej obserwować obrady rad gmin. Jest to dla mnie w obecnej sytuacji zrozumiałe, jeśli oczywiście zapewni się możliwość transmisji (co już przepisy gwarantują). 

Na drugim biegunie jest organizowanie posiedzeń Sejmu w trybie zdalnym, na przygotowanych naprędce narzędziach, i to, by zmieniać regulamin pracy parlamentu. To obchodzenie i lekceważenie prawa oraz podważanie zaufania do instytucji państwa. Jako obywatele ufamy przecież na tyle demokratycznej władzy, że zgodziliśmy się w Konstytucji, by w nadzwyczajnych okolicznościach wprowadzała nadzwyczajne (choć nigdy niegodzące w istotę praw człowieka) rozwiązania. Po prostu systemowo ufamy władzy, że musi się niestandardowo zachować, jeśli wymaga tego dobro obywateli. Ale jeśli władza zachowuje się niestandardowo i nie szuka rozwiązań, które wynikają z zasady rządów prawa, to zamiast solidaryzmu społecznego mamy partykularyzm partyjny. 

Przy okazji organizacji najbliższego posiedzenia Sejmu wyszło również, że państwo ma zbyt duże zaufanie do samego siebie i wielką otwartość na rażące naruszenie Konstytucji. Jest to tym prostsze dla władz, że już wcześniej podkopało fundamenty praworządności. To, co dzieje się teraz, to tylko konsekwencja obniżania zaufania do przepisów.

Równie oburzające jest to, że w państwie, które szczyci się tym, że wstało z kolan, dopiero teraz tworzy się prowizoryczne narzędzia do poprowadzenia zdalnego posiedzenia sejmu. Od lat odmawia się organizacjom pozarządowym dostępu do statystyk założonych podsłuchów, ze względu na bezpieczeństwo państwa, a nikt nie pomyślał, żeby uregulować kwestię podejmowania decyzji przez Sejm w przypadku, gdy nie można odbyć posiedzenia. Absurd, który doskonale obrazuje arogancję władzy, która przysłania jej oczywiste słabości. 

Zadanie domowe 

Pewne nawyki budowania zaufania można sobie wyrobić. Również obserwując antywzorce. Potwornie męczące są konferencje premiera i prezydenta, które odwołują się niby do poczucia wspólnoty, ale są w istocie spektaklem pustosłowia i odsyłania do dokumentów, których nie ma. Szczytem niekompetencji komunikacyjnych okazała się wtorkowa konferencja, podczas której jeszcze bardziej ograniczono swobodę poruszania się, ale nikt w zasadzie nie zrozumiał, w jakim zakresie. Z dużym prawdopodobieństwem spotka się to z ignorowaniem apelu przez społeczeństwo.

Operujmy konkretami i wiarygodnymi danymi. Otwierajmy się też na nietypowe działania, oczekując jednocześnie, że otrzymamy gwarancję, że prawa człowieka i obywatela będą chronione. 

Dla władz (centralnych i samorządowych) obecna sytuacja jest nie lada wyzwaniem, ale przede wszystkim sprawdzianem. Łatwo ulec bowiem pokusie działania autorytarnego, być może efektywnego na krótką metę, ale katastrofalnego dla wspólnoty dzielącej granice tego samego państwa i tej samej miejscowości. Jeśli mamy wyjść z tego kryzysu nieosłabieni, to wszyscy musimy mieć poczucie własności państwa, jego instytucji i rozwinąć w sobie odruch troski za innych. Państwo musi być otwarte na to, by się odpowiedzialnością za tę sytuację podzielić. Musi też dać sygnał, że samo jest gotowe do poświęceń. Być może podjęcie decyzji o przełożeniu wyborów pokaże, że jest się w stanie unieść ponad interes władzy. Ufam jeszcze, że tak się stanie.